Pogadajmy o… I listopada

dsc_0192

Piosenka na dziś [KLIK].

„Dlatego kiedy większość ludzi pod koniec spogląda wstecz, odkrywa, że przez całe życie żyli interim i dziwi się, widząc, że tym, czemu pozwolili tak niepostrzeżenie przepłynąć, nie korzystając z niczego, było właśnie ich życie, to właśnie, w czego oczekiwaniu żyli. I tak to z reguły życiorys człowieka jest taki, że karmiony nadzieją, tańczy – śmierci w ramionach”

1 listopada to dla mnie początek miesiąca nostalgii. Bo taki jest dla mnie listopad. Pełen przemyśleń, smutków, ale i uśmiechów. Tęsknoty, czasem zgryzoty. Myślę o bliskich osobach, które są jeszcze ze mną, ale i o tych, które już odeszły. Dumam nad losem swym, nad moją rolą w tym wielkim świecie. Oglądam zdjęcia Prababci, której nigdy nie poznałam. Zmarła pod koniec II wojny, kilka miesięcy po urodzeniu drugiego syna, brata mojego Dziadka. Nie zgotowało to dla nich dobrego losu. Wiadomo, życie bez Matki nie należy do łatwych. Tęsknię za moją Babcią, która jest jeszcze z nami, ale powoli odchodzi. Tęsknię za jej „normalnością”, za jej uśmiechem, zdenerwowaniem. Za opowieściami, jak to Pradziadek uciekał z pociągu, wieziony na zabicie. Historiami o wiejskich przygodach, o jajkach, za które można było dostać coś w sklepie. Za dowcipami, wspólnymi wygłupami. I porozumieniem, które było między nami. Teraz mi wstyd, że tak rzadko ją odwiedzam. Wiem, że robię to w obronie samej siebie. Każde spotkanie to dla mnie przeżycie, smutek, strach. Odpycham to od siebie, a potem żałuję.

Myślę nad każdym dniem, który przelatuje mi przez palce, kiedy nie robię nic ważnego. Dumam, jak wyrwać się z wiecznego poczucia, że nie zrobiłam wszystkiego, co powinnam była zrobić. Z wiecznego niezadowolenia. Wiecznie jest mi czegoś mało, wciąż chcę więcej i więcej. Więcej miłości, więcej doznań, więcej… I wiem, że obudzę się za kilka lat i już nigdy nie będzie tak dużo, jak jest teraz.

„Nigdy naprawdę nie smakował chwili, nigdy nie chwytał teraźniejszości, nigdy nie powiedział sobie: „To jest to, ten czas, ten dzień – to jest to, czego chcę! To są te złote dawne dni, właśnie teraz. Niech pozostanę w tym momencie, niech na zawsze się w tym miejscu zakorzenię”. Nie, zawsze wierzył, że najsoczystsze kąski życia ma jeszcze przed sobą, i zawsze pragnął przyszłości – czasu, gdy będzie starszy, mądrzejszy, większy, bogatszy… A wtedy nadszedł wstrząs, czas wielkiego odwrotu, nagłe katastrofalne odidealizowanie przyszłości i początek bolesnej tęsknoty za tym, co było”. 

„Myśląc o tej medytującej kobiecie, doświadczył uczuć łagodnych – przypływu współczucia dla niej i dla wszystkich nieszczęsnych bliźnich, których ewolucja, w jakimś dziwacznym wybryku, wyposażyła w samoświadomość, ale nie dała psychicznych narzędzi, za pomocą których mogliby sobie radzić z bólem przemijania. I w efekcie przez lata, stulecia, tysiąclecia niestrudzenie konstruowaliśmy prowizoryczne sposoby zaprzeczania skończoności. Czy kiedykolwiek przestaniemy, czy ktokolwiek z nas przestanie szukać wyższej siły, z którą moglibyśmy się połączyć i istnieć wiecznie, czy przestaniemy szukać tego przez Boga danego podręcznika, tego znaku szerszego, przedustawnego planu, tego rytuału i ceremonii?”

Wszystkie cytaty z dzisiejszego postu pochodzą z książki Irvina D. Yaloma „Kuracja według Schopenhauera”

Dobrego wtorku i pięknego listopada. Tu i teraz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s